Jak upaść i się oddłużyć? - Crown
was successfully added to your cart.

W świetle prawa osoba, która nie jest w stanie spłacać swoich długów i stała się niewypłacalna, może ogłosić bankructwo. Ale nie każda i nie zawsze. Czasami też może się to zwyczajnie nie opłacać.

Kiedy cztery lata temu wprowadzono do polskiego prawa procedurę upadłości konsumenckiej, miała ona stać się kołem ratunkowym dla dłużników, którzy popadli w spiralę zadłużenia oraz dotkniętych ich długami rodzin. Miała pomóc tym, którzy nie z własnej winy, znaleźli się w finansowym dołku, bez szans na to, by wyszli z niego o własnych siłach. Tak się jednak nie stało. Liczne ograniczenia i obostrzenia spowodowały, że ustawa o upadłości konsumenckiej jest praktycznie martwa. Rząd próbuje ją reanimować i proponuje mniej rygorystyczne przepisy. Czy to jednak wystarczy?

Po co upadłość?

Osoba, która znalazła się w spirali zadłużenia i która już nie jest w stanie spłacić swoich długów, znajduje się pod nieustannym „ostrzałem” wierzycieli, usiłujących odzyskać swoje pieniądze. To popycha ją do ukrywania przed nimi dochodów, do pracy „na czarno” (bo komornik zajmuje część pensji) i do zejścia w szarą strefę gospodarczą. Po pierwsze więc ogłoszenie upadłości pozwala w cywilizowany sposób rozwiązać konflikt pomiędzy dłużnikiem i wierzycielami. Pierwszy ma szanse spłacić zobowiązania w ciągu kilku lat i zostać zwolnionym z części spłat. Wierzyciele zaś mogą odzyskać dług, jeśli nie w całości, to przynajmniej jego część. Procedura oddłużeniowa jest więc bardzo przydatna i jak pokazują doświadczenia innych państw, zwłaszcza USA – powszechnie stosowana. W Polsce od kwietnia 2009 r. do końca 2011 r. do sądów wpłynęło 1876 wniosków o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, a ogłoszono ją jedynie w… 36 przypadkach. Dlaczego tak mało? Bynajmniej nie dlatego, że nie mamy problemów ze spłatą długów.

Niełatwe, nieprzyjemne i długotrwałe

O tym, czy skorzystać z upadłości konsumenckiej, decyduje dłużnik, a nie ci, którym zalega z płatnościami. To on musi złożyć w wydziale gospodarczym sądu rejonowego stosowny wniosek, zawierający m.in. wykaz wierzycieli, wielkość zadłużenia, opis tego, kiedy i w jakich okolicznościach długi powstały, wykaz posiadanego majątku (także wspólnego z małżonkiem).

Jeśli sąd pozytywnie rozpatrzy wniosek, ogłasza upadłość dłużnika. Nie oznacza to wcale, że dług został anulowany, a bankrut ma „czystą kartę” i może zacząć życie do początku. Samo ogłoszenie upadłości jest początkiem kilkuletnich wyrzeczeń i poddania się surowemu rygorowi spłat. Bo tak czy inaczej dług trzeba oddać. Sąd wyznacza syndyka masy upadłościowej, który zajmie się sprzedażą majątku swojego klienta: domu, mieszkania, sprzętu AGD-RTV, samochodu i innych wartościowych rzeczy. Uzyskany z licytacji dochód jest przekazywany na spłatę zobowiązań. Bankrutowi wypłaca się jedynie kwotę odpowiadającą przeciętnemu kosztowi wynajęcia mieszkania, ale tylko przez rok. Jeśli po sprzedaży majątku pozostają jeszcze długi, sąd orzeka plan ich spłaty. Dłużnik musi co miesiąc, kwartał lub rok przekazywać na rzecz wierzycieli określoną kwotę i szczegółowo się z niej rozliczać oraz ujawnić swoje dochody. Nie może też w tym czasie zaciągać nowych pożyczek, kredytów, kupować na raty ani korzystać z karty kredytowej. Jeśli nie dopełni któregoś z warunków, sąd decyduje o umorzeniu postępowania i dłużnik zostaje sam ze swoimi kłopotami. Jeżeli jednak współpracuje z sądem i wierzycielami, skrupulatnie przestrzega harmonogramu spłat, po 5–7 latach może wystąpić do sądu z wnioskiem o umorzenie reszty długu.

Biedacy wystarczająco bogaci

Ogłosić bankructwo – to nie takie proste, bo ustawodawca założył, że ma to być przywilej, zarezerwowany tylko dla niektórych i tylko w wyjątkowych okolicznościach. Nie mogą więc z niego skorzystać lekkoduchy i naciągacze, ale również osoby prowadzące własną działalność gospodarczą, rolnicy i… biedacy. Starając się o oddłużenie, po pierwsze trzeba udowodnić, że w długi wpadło się na skutek wyjątkowych i niezależnych od siebie okoliczności. Oba te warunki muszą być spełnione łącznie. Takim przypadkiem może być utrata pracy, ale nie wtedy, kiedy otrzymamy zwolnienie dyscyplinarne czy odejdziemy z pracy za porozumieniem stron. Taką okolicznością może też być wypadek czy choroba, jednak tylko wtedy, gdy do ich powstania nie przyczyniła się nasza lekkomyślność, ryzykanctwo czy niezdrowy styl życia. Na wyrozumiałość sądu nie mogą liczyć ci, którzy inwestowali na rynkach finansowych czy brali kredyty w obcej walucie i po zmianie kursu czy załamaniu na rynkach stali się niewypłacalni. Po wtóre, żeby się oddłużyć, trzeba mieć majątek, z którego będzie można opłacić m.in. koszty sądowe i pracę syndyka. Majątek jest też potrzebny do chociażby częściowej spłaty wierzycieli. Tymczasem na dobrodziejstwa upadłości liczyli właśnie ci, którzy nie mają niczego oprócz długów. Znajdujący się w finansowych tarapatach renciści i emeryci pierwsi składali wnioski o upadłość i odchodzili rozczarowani. Prawie połowa wniosków jest odrzucana przez sądy właśnie z powodu braku majątku wnioskodawcy. Tym jednak, co najbardziej powstrzymuje przed skorzystaniem z procedury upadłości konsumenckiej, jest konieczność oddania syndykowi całego dobytku, czyli również domu czy mieszkania, które następnie zostają zlicytowane – zdarza się, że poniżej ich wartości rynkowej. Przed sądem trzeba też udowodnić, że nie zaciągało się pożyczek czy kredytów, wiedząc już o własnej niewypłacalności. Ten warunek od początku jest krytykowany. Jak bowiem traktować pożyczkę konsolidacyjną, która często jest brana wtedy, gdy inne sposoby oddłużenia są już niedostępne?

Będzie zmiana prawa

Ponieważ upadłość konsumencka w obecnym kształcie okazała się niewypałem, w ubiegłym roku minister sprawiedliwości powołał zespół ekspertów, który miał zliberalizować przepisy – tak by oddłużenie było szerzej dostępne. Główną zmianą, zaproponowaną przez specjalistów, jest bardziej przejrzysta, precyzyjnie sformułowana procedura oraz niższe jej koszty. Teraz bowiem dłużnik zwracając się do sądu o pomoc, nie wie, ile będzie go kosztowało „oddłużenie” i wedle jakich dokładnie kryteriów będzie oceniany. Czy rozwód albo rak płuc u palacza, które wyzwoliły spiralę zadłużenia, są owymi „wyjątkowymi i niezależnymi od wnioskodawcy” okolicznościami, o których mówi prawo? Na podstwie obecnych przepisów sędziom trudno to rozstrzygnąć, więc takie wnioski oddalają. Eksperci proponują więc zrezygnować z niefortunnych sformułowań i zastąpić je zapisem, umożliwiającym wystąpienie z wnioskiem o upadłość każdemu, którego dług nie powstał „z winy umyślnej i rażącego niedbalstwa”. Eksperci zalecają też, by wzorem niemieckim, w ocenie bardziej kierować się „rzetelnością niewypłacalnego dłużnika”, czyli jego staraniem o spłatę długu, chęcią współpracy z bankami i innymi instytucjami. Korzystanie z upadłości konsumenckiej ma też być dostępne dla tych, którzy zadłużyli się u jednego wierzyciela, a nie jak do tej pory – co najmniej dwóch. Słusznie eksperci zauważyli, że nieważna jest liczba osób, w stosunku do których ma się zobowiązania, ale skala długów, przerastająca możliwości spłaty. Wzorem innych państw, także nasze prawo zaczyna dostrzegać to, że dłużnicy – mimo swoich wielkich kłopotów finansowych – mają prawo do zachowania minimum bezpieczeństwa socjalnego. Dlatego przed przystąpieniem do procedury upadłościowej, pod nadzorem sądu będą mogli zawrzeć układ z wierzycielami, który wyłączałby z egzekucji mieszkanie lub dom. To bardzo ważne, ponieważ brak własnego mieszkania może być też przyczyną kolejnych kłopotów finansowych, a ogłosić upadłość nadal będzie można ogłosić tylko raz na dziesięć lat. Minister Jarosław Gowin zapowiada, że projekt zmian w prawie gotowy będzie wiosną.

Więcej o ekonomii na stronie nbp.pl

Artykuł zamieszczony za zgodą autora, źródło: http://gosc.pl/doc/1447251.Jak-upasc-i-sie-oddluzyc

DANE FUNDACJI

Edukacja Finansowa Crown
ul. Lokajskiego 16/18
02-793 Warszawa

Coś nie działa? Napisz


SKORZYSTAJ Z OBECNIE TRWAJĄCYCH PROMOCJI
w sklepie online

Sprawdź
Zamknij

X